– Dzień dobry – głos kobiety w słuchawce wskazywał mocne zdenerwowanie. – Z tej strony Zofia Konieczna, żona Zbigniewa Koniecznego, który pracuje u was na TIRach.
– Dzień dobry – spokojnym tonem odparła dyspozytorka.
– Telefonuję, bo nie mam kontaktu ze swoim mężem – głos kobiety łamał się pod wpływem silnych emocji. – Nie odbiera telefonu! Dzwoniłam do niego ponad trzydzieści razy, ale za każdym razem włącza się tylko poczta głosowa. Martwię się, że coś się stało – zaczęła szlochać.
– Proszę się uspokoić. My również czekamy na sygnał od pana Zbigniewa. Powinien być już z transportem w Łodzi. Zapewne lada moment się z nami skontaktuje.
– Proszę pani, ale ja czuję przez skórę, że musiało się stać coś złego. Mąż zawsze jest pod telefonem. Może go napadli, albo był jakiś wypadek. O boże – zaczęła głośno lamentować.
– Proszę spróbować się wyciszyć. Rozumiem, że się pani denerwuje, ale na pewno wszystko będzie dobrze. Pan Zbyszek to doświadczony kierowca i nasz najlepszy pracownik. Jak tylko się do nas odezwie natychmiast damy pani znać – dyspozytorka starała się uspokoić kobietę.
– Dziękuję. Ma pani rację. Na pewno wszystko będzie dobrze – pani Zofia głęboko westchnęła ocierając jednocześnie spływające po policzkach łzy.
Kiedy się rozłączyła, noga za nogą poczłapała w kierunku łazienki. Wspięła się na palce i z wiszącej półki nad toaletką sięgnęła po ziołową tabletkę nasenną. Popiła ją wodą z kranu i skierowała się do sypialni, aby zanurzyć stargane nerwy w ciepłej pościeli. Wiedziała, że jedynie sen może w tej chwili przynieść jej ukojenie. Przytuliła głowę do miękkiej poduszki. Wtulając się w kołdrę poczuła miły zapach męża, który przyniósł chwilowe zapomnienie jej zszarganym nerwom. Kiedy znalazła się w obcięciach Morfeusza z błogiego letargu nieoczekiwanie wyrwało ją stłumione bzyczenie. W mgnieniu oka oprzytomniała. Z podkrążonymi od płaczu oczami usiadła na łóżku starając się zlokalizować dobiegające ją odgłosy. Pulsacyjne dźwięki dochodziły z bliska. Odruchowo przysunęła ucho do zagłówka na którym przed chwilą leżała. Poduszka drgała w przytłumionych wibracjach. Nie zastanawiając się podniosła ją do góry i oniemiała. Na prześcieradle leżała komórka męża.
– Halo! – krzyknęła Zofia chwytając do ręki telefon.
– Pysiu, to ja – po drugiej stronie usłyszała głos męża. – Przepraszam cię. Zapomniałem zabrać w trasę komórkę. Nie miałem jak do ciebie zadzwonić. Jestem już z transportem w Łodzi. Możesz być spokojna – głos mężczyzny brzmiał miło i ciepło.
– Chyba cię zabiję – w słowach Zofii słychać było westchnienie ulgi. – Bałam się, że coś ci się stało. Dzwoniłam nawet do firmy. Powiedzieli mi, że mogę być o ciebie spokojna, bo jesteś doświadczonym kierowcą i ich najlepszym pracownikiem – dodała dumnie.
Zapewne i Ty nie raz doświadczałeś lub doświadczałaś w swoim życiu podobnych sytuacji stresogennych. Być może obawiałeś lub obawiałaś się o bezpieczeństwo swojego dziecka, drżałeś lub drżałaś na myśl o czekającej Cię rozmowie z przełożonym, przygniatały Cię problemy finansowe, lęk przed możliwą chorobą lub nieubłagalnie przemijającym czasem. W takich chwilach u większości
z nas pojawia się stres, który jest reakcją obronną organizmu na niekorzystne bodźce zewnętrzne.
W sytuacji wewnętrznego napięcia nasz mózg przechodzi w stan podwyższonej gotowości. O ile krótkie sytuacje stresogenne mają z reguły pozytywny wpływ dla naszego rozwoju emocjonalnego,
o tyle długotrwały, narastający stres może zagrażać naszemu zdrowiu, a w skrajnych przypadkach nawet i życiu.
Warto zatem zawczasu wypracować sobie techniki zapobiegające wewnętrznemu natężeniu emocjonalnemu będącego wynikiem różnorodnych sytuacji stresogennych, których każdy z nas doświadcza na co dzień.
- Powiada się, że strach ma wielkie oczy. Dlaczego? Ponieważ pozwalamy oczom wyobraźni tworzyć w naszej głowie czarne scenariusze. Samodzielnie i to z dużym powodzeniem rozpalamy wyobraźnię i nakręcamy w sobie wewnętrzną spiralę strachu. Zupełnie niepotrzebnie. Martwienie się na zapas w niczym Ci nie pomoże, a wyczekiwanie tego co ma się wydarzyć , to niczym czekanie na wygraną w totka.
- Horacy pisał: „Kto żyje w strachu, nigdy nie będzie wolny”. To prawda ponad wszelką wątpliwość. Strach nas paraliżuje. Zakuwa w kajdany lęku, niepewności i ciągłego napięcia. Zakłóca naszą wewnętrzną równowagę, wysysając z nas radość, pogodę i pokój ducha.
Dlatego, kiedy czujesz, że dopada Cię strach postaraj się odwrócić swoją uwagę od dręczących Cię myśli. Pozwól sobie na chwilę wyciszenia. Włącz ulubioną muzykę, zrób dobrą herbatę lub kawę, a jeżeli lubisz zaparz kubek wyciszających ziół (melisa, lawenda, chmiel) – zapewne przyniosą ukojenie Twoim zszarganym nerwom. Ale przede wszystkim skieruj swoje myślenie na zupełnie inne tory. Pomyśli o czymś miłym lub znajdź zajęcie, które chociaż na chwilę wyrwie Cię z emocjonalnego tornada. - Mój dziadek miał w zwyczaju mawiać, że za odwagę za każdym razem musimy zapłacić, ale strach zawsze dostajemy za darmo. Dlatego zamiast zmierzać w stronę krainy złowrogiego stresu, weź głęboki oddech i pomyśl: „Cóż takiego mi da zamartwianie się tym, na co w danej chwili nie mam żadnego wpływu?”. Odpowiem za Ciebie na to pytanie. Nic, zupełnie nic. Zatem zamiast fundować sobie emocjonalną huśtawkę przestań martwić się na zapas. Postaraj się wypracować w sobie nowe nawyki, które pozwolą Ci utrzymać wewnętrzną harmonię każdego dnia.
Autor: Anna Walewicz-Kuc II Instytut Psychologii Zachowań
Warunki Bezpłatnych Przedruków
Możesz bezpłatnie wykorzystać ten artykuł na własnej stronie internetowej lub w drukowanym czasopiśmie przestrzegając poniższych warunków:
- Nie będziesz zmieniać tekstu bez porozumienia się z Nami.
- Na dole kopiowanego artykułu zamieścisz informację następującej treści :
autor tekstu – Anna Walewicz-Kuc II Instytut Psychologii Zachowań oraz odnośnik do strony http://www.instytutpsychologiizachowan.pl
